Przepis na rozgrzewającą wołowinę po tajsku
W diecie biegacza bardzo często podkreśla się rolę węglowodanów, zapominając jednocześnie o tym, jak istotną funkcję pełni białko, czyli podstawowy budulec mięśni! Dziś odczaruję ten trend przepisem na wołowinę po tajsku. Przepis jest mocno rozgrzewający, pełen przypraw i aromatów, przez co idealnie sprawdzi się w roli jesiennego czy zimowego obiadu.
[su_heading]Czerwone mięso w diecie biegaczki[/su_heading]
Przy okazji podania tego przepisu warto wspomnieć o czerwonym mięsie, które w dietetycznym świecie przez dłuższy czas było mocno demonizowane. Dla mnie jest cennym źródłem białka, ale też żelaza. W wielkim skrócie: żelazo to ten pierwiastek, który w naszym organizmie odpowiada za wiązanie tlenu i transport krwi do wszystkich narządów, również mięśni pracujących przy bieganiu. Niedobór żelaza zazwyczaj kończy się anemią, która powoduje ogólne osłabienie organizmu. Żelazo znajdziemy w takich produktach, jak szpinak, zielone warzywa, buraki oraz czerwone mięso. I o ile zielone warzywa i buraki możemy spożywać w sporych ilościach każdego dnia, o tyle przy czerwonym mięsie, głównie wołowinie, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana ze względu na wysoką zawartość tłuszczu. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by chudą wołowinę przyrządzić na przykład raz w tygodniu. Jak? O tym w przepisie!
[su_heading]Przepis na rozgrzewającą wołowinę po tajsku[/su_heading]
Pomysł na to danie podpatrzyłam w tajskiej restauracji. Oczywiście nie znałam dokładnych proporcji, ani sposobu przyrządzania, jednak postanowiłam odtworzyć je w domu, używając dobrej jakości produktów. Po kilkakrotnym ugotowaniu wołowiny po tajsku i zadowoleniu domowników przyszedł czas na podzielenie się recepturą na to pyszne, aromatyczne i mocno rozgrzewające danie idealne na jesienny czy zimowy obiad.
[su_heading]POTRZEBUJEMY (NA DWIE PORCJE):[/su_heading]
- ok. 200g ligawy wołowej,
- 1 brokuł,
- dwie duże pieczarki,
- dwucentymetrowy kawałek korzenia imbiru,
- papryczka chili,
- gałązka trawy cytrynowej,
- sos sojowy,
- łyżka masła klarowanego,
- ok. 200g ryżu brązowego.
- przyprawy: pieprz, imbir mielony, papryka słodka i ostra.
[su_heading]Sposób przygotowania:[/su_heading]
Wołowinę kroimy w cienkie, około trzy milimetrowe paseczki, a następnie marynujemy ją w przyprawach – posypujemy świeżo zmielonym pieprzem, odrobiną imbiru, papryką słodką i ostrą oraz polewamy sosem sojowym. Odstawiamy na około pół godziny i w tym czasie przygotowujemy dodatki. Brokuł myjemy i rwiemy na małe różyczki. Pieczarki kroimy w cienkie plastry. Obieramy imbir i kroimy go na małe kawałki. Z papryczki chili wyjmujemy pestki, a następnie siekamy ją drobno. Tak samo postępujemy z jadalną częścią trawy cytrynowej. W woku lub na dużej patelni rozgrzewamy łyżkę masła klarowanego, a następnie podsmażamy na nim zamarynowane wcześniej kawałki wołowiny. Pod koniec smażenia wrzucamy na patelnię chili, trawę cytrynową i imbir. Następnie podlewamy wszystko wodą i dwiema łyżkami sosu sojowego. Dusimy przez około godzinę aż do miękkości mięsa. Pod koniec duszenia na patelni lądują brokuł oraz pieczarki. Tu wystarczy około piętnastu minut, by nie rozgotować warzyw. W tym czasie przygotowujemy ryż. Całość podajemy według uznania – z ryżem w jednej misce, by przesiąkł on sosem z duszenia lub osobno (tak podawano w restauracji, w której pierwszy raz zjadłam to danie).
Taka wołowina po tajsku może być świetną odskocznią dla codziennych, domowych obiadów. Warto przyrządzić ją choć raz, by poznać egzotyczne smaki. Danie jest nie tylko mocno aromatyczne i bardzo smaczne, ale też świetnie skomponowane – mamy w nim węgle, białko oraz nieco tłuszczu. Przepis świetnie sprawdzi się jesienią i zimą!













