Dlaczego przed startami jem makaron?
Makaron. Dla jednych znienawidzone źródło glutenu i podstawowy składnik diety na przytycie. Dla innych (w tym dla mnie) sposób na posiłek przed startem! Chcesz wiedzieć, dlaczego przed startami jem makaron? Koniecznie przeczytaj ten wpis!
[su_heading]Makaron – tuczy czy ładuje węglowodanami?[/su_heading]
Z ziołami i przepysznym sosem bolońskim. Carbonara z grzeszną ilością tłuszczu. Albo zwykłe, polskie kluski z serem – idealne na słodko i na słono. Makaron to temat rzeka. Nie będę Wam go jednak nawijać na uszy. Sprawa mogłaby być prosta – makaron jest pyszny pod każdą postacią, dlatego go jem i kropka. Jednak w przypadku biegaczy małe kluseczki z mąki durum, kukurydzianej lub ryżowej są przeznaczone do wyższych celów. Jakich?
[su_heading]Jem makaron, zbieram zapas glikogenu[/su_heading]
Nie jest tajemnicą, że start w zawodach – czy to maratonie, półmaratonie, czy biegu na 10km wymaga od biegacza sporej dawki energii. Tej, szczególnie na długich dystansach może zabraknąć, dlatego już na kilka dni przed planowanymi zawodami rozpoczynam specjalną dietę, którą profesjonalnie zwie się ładowaniem węglowodanami. Co ciekawe, właśnie wtedy niezbędne jest jedzenie wszystkiego, co z punktu widzenia osób dbających o linię jest wrogiem numer jeden dla pięknej sylwetki. Mowa o białym pieczywie, ryżu oraz uwielbianym przeze mnie makaronie. Cel? Zgromadzić jak największy zapas glikogenu w mięśniach i wątrobie. Dzięki jedzeniu makaronu przed startami mam większą siłę do walki w trakcie zawodów, a mój organizm jest w stanie poradzić sobie z intensywnym i długotrwałym wysiłkiem. Bez ładowania węglowodanami efekty moich treningów zdałyby się na nic! Taką dietę, w której nawet 90% energii czerpię właśnie z węglowodanów, rozpoczynam na 3 dni przed startem. To idealny czas na to, by zgromadzić wystarczającą ilość glikogenu do przebiegnięcia maratonu bez zasłabnięcia czy opadania z sił!













